Blog > Komentarze do wpisu

moral(Ę)niaki wrogiem mym...

Ten dzień należał do tych, nieszczególnie pobudzających moją kreatywność zawodową dni… innymi słowy rzecz ujmując był to oczywiście ten dzień, w którym (delikatna ironia) AKURAT pracodawca zlecił mi stworzenie czegoś co kreatywności wymaga… - niech żyję pan Murphy!! Bezprecedensowy i jedyny w swoim rodzaju „kreator” prawd absolutnych…

 W związku z powyższym moje nietęgo bogate doświadczenia tego dnia zboczyły na inny, nieco bardziej metafizyczny grunt… Pomyślałem  sobie de facto o czymś, z czym każdy z nas zderza się na co dzień, przyjmując to z jednej strony jako coś zwykłego i naturalnego, ale z drugiej strony.... cholernie nielubianego… o czym mowa? O moralniakach…

 Na początku tych jakże infantylnych wywodów chciałbym oczywiście przybliżyć Wam co rozumiem przez to pojęcie… Moralniaki to wywoływanie w sobie bądź też u innej osoby poczucia winy w kontekście pozornej i często bardzo złudnej chęci zmiany nastawienia swojego lub tej osoby do jakiejś sprawy… Mówiąc językiem nieco bardziej przyswajalnym – jeżeli coś się komuś nie podoba w zachowaniu innej osoby, to aby to zmienić usiłuje wzbudzić w niej poczucie winy i złego samopoczucia, bo wedle jego zdania prezentowane przez tą osobę zachowanie jest niewłaściwĘ…. 

Pisząc ten płytki wywód pragnę (rzecz jasna)… się z Wami podzielić moim „arcyjednoznacznym” stosunkiem do tego (uprzedzam, że zdecydowanie nielubianego przeze mnie) zjawiska…

Moralniaki pojawiają się w nas bardzo często w chwili zwykłej, ludzkiej bezradności…i należą do najgorszych sposobów i narzędzi do wyciągania wniosków w stosunku do tymczasowego poczucia niedosytu i niespełnienia w życiu… dajmy na to najprostszy przykład - nie udało nam się zdać egzaminu na studiach. Jeżeli z tego powodu ktoś będzie nam strzelał moralniaki w stylu „może trzeba było się więcej uczyć”, albo „trzeba było tyle nie imprezować” to pomijając efekt popsucia nam samopoczucia nie wskóra absolutnie nic…

Niezaprzeczalnie idiotyczną cechą w moralniakach jest to, że w 99% dotyczą spraw, które już miały miejsce i się SKOŃCZYŁY… a zatem? A zatem najzwyczajniej w świecie nie jesteśmy jakkolwiek w stanie ich zmienić (no bo przecież nie cofniemy czasu!!). A co robią moralniaki? Kierują nasze myśli w zamkniętą przeszłość, karzą pozostać tam i tkwić w niemocy w stosunku do rzeczy, które niewykluczone, że chcielibyśmy teraz zmienić, ale nie możemy. Skutkiem tego jest PODWÓJNA frustracja i smutek spowodowany faktem, że zrobiliśmy coś źle i dodatkowo nie jesteśmy w stanie tego już odmienić.

Jaki jest zatem sens tkwienia w tym stanie i nieustanne do niego powracanie?? No… chyba, że ktoś lubi się umartwiać – wybaczciĘ szanowni Państwo, ale ja dziękujĘ i jednak nie…;)

Moralniakami posługują się z reguły ludzie pogrążeni w jakiejś trwałej, bądź też doraźnej frustracji. Co ciekawe… w momencie ich stosowania próbują stać się obrońcami jedynego właściwego stanowiska…które z uwagi na swój charakter, ciężko jest w stanie podważyć, bo dotyczą bardzo delikatnej ludzkiej natury… Zwróćcie kiedyś uwagę (SERIOOO!!:)) na ludzi strzelających Wam moralniaki. Spójrzcie na ich pełen gniewu i frustracji wyraz twarzy, przesyconą takim jakże cholernie czasem płytkim poczuciem wyższości nad wami… zwróćcie uwagę jak oni są wtedy napięci… wiecie jak moim zdaniem oni wyglądają?? Jak (mówiąc troszeczkĘ ironicznie) idioci…;)))

Moim (jakże mało kogo obchodzącym) zdaniem jest to jedna z najgorszych form prezentacji tudzież obrony własnych poglądów…

OK, żeby nie było zbytnio tjeorjetyczniĘ…;) podam konkretne przykłady z życia

Rodzice - znamy to skądś??:))

Przykład:

A czemu sobie nie znajdziesz dziewczyny/chłopaka?

(a co to kur…a wyścig jakiś??;)) 

Musisz się zdecydować co chcesz robić w życiu! Popatrz na ….. on/ona jakoś umiał/umiała...

( jak wyżej )

Rodzeństwo - czasami mogą powiedzieć zwyczajną bluzgĘ, ale szczególny stosunek emocjonalny do nich powoduję, że siła oddziaływania ich jest co najmniej podwojona.

Przykład:

Jaki ty jesteś pojebany, zastanów się nad tym co robisz.

(skoro nie jestem ubezwłasnowolniony umysłowo tzn. że myślę, a nawet jak się czasami zapomnę to przecież nie mam złych intencji, więc skumaj fakt, iż nie muszę albo po prostu nie chcę postępować wedle zasad, które wtłoczyli nam np. nasi rodzice)

Co poniektórzy księża - są to obrońcy niemożliwych do racjonalnego udowodnienia prawd o istnieniu Boga. Mają więc asa w rękawie, którym mogą zaszachować każdego wjeżdżając mu na morale jak tylko im się podoba.

Przykład:

Radio Maryja w stosunku do jakiejkolwiek innej opcji.

Szefowie - bycie wysoko w randze społecznej wcale nie jest gwarancją na nie bycie wewnętrznie sfrustrowanym. Stopień odpowiedzialności i ryzyko temu towatrzyszące zajebiście osłabia ich podejście do człowieka, leniwie przyjmując odgórne założenie, że mają zawsze rację.

Przykład:

Ten projekt jest do dupy!!! Masz go zmienić do jutra, ja nie mam na to czasu.

(to może przynajmniej powiedz co jest twoim zdaniem do dupy i czym się kierować nakładając zmiany. Co ja kur…. wróżka jestem?? Zrobiłem to najlepiej jak na daną chwilę potrafiłem)

Policjanci – mają za sobą taryfikator czyli ostateczną wyrocznię.

Przykład:

Złamał Pan przepisy. Jechał Pan za szybko. (dookoła pusta droga i nikogo ani widu ani słychu). A gdyby Pan kogoś potrącił?

(bez komentarza)

Koleżanki i koledzy – jak to między ludźmi bywa. Ostatnio mój przyjaciel (jeśli to czytasz to pozdrawiam Cię serdecznie!!!;)) zarzucił mi, że nie znam jakiś teoretycznych sformułowań, w których on rzekomo się specjalizuje przez co chciał mi dać do zrozumienia, że jestem niedokształcony. (tyle, że jeśli mnie jakaś dziedzina życia nie interesuje, to jej po prostu nie zgłębiam i nie zaśmiecam sobie łba).

Politycy – powiem krótko – Katastrofa Smoleńska i szukanie winnego, ale ze wskazaniem, że to jest Rosja… (no coment)

 

Moralniaki są moim zdaniem pewną ostateczną formą wyegzekwowania zmiany punktu widzenia wobec jakiejś kwestii (np. w kontekście terapii, tudziĘż resocjalizacji jakiś dewiantów). Problem w tym, że ludzie w akcie desperacji, bądź chęci podbudowania swego pseudo EGO nadużywają ich z nawiązką w stosunku do spraw BŁACHYCH… Podam na to 2 przykłady, z którymi się nie raz w życiu zetknąłem:

Przykład 1

Nie chce mi się tyrać w robocie. Mam gorszy dzień/kaca/lenia/doła whatever…

Zaraz pojawią się idiotyczne uwagi i spojrzenia, graniczące z tymi jakbym popełnił jakieś skrajne wykroczenie albo kogoś wręcz zabił...  

 Przykład 2

Ktoś (jeśli to czytasz kochana pozdrawiam Cię!!!;)) chce mnie na siłę zmusić do zastanowienia się nad swoim postępowaniem, więc celowo wprowadza mnie w stan niedopowiedzenia i niejasności próbując w banalny i idiotyczny sposób namieszać mi w głowie – „wiem, że ludzie na twój temat wypowiadają się zupełnie inaczej niż myślisz, ale nie mogę ci powiedzieć kto to i co na twój temat myśli…”

tiaaaaaa…. ;))) jakże mentorsko to zabrzmiało….

 

Moralniaki powodują atmosferę wzajemnego jadu, agresji, smutku, depresji, spadku poczucia własnej wartości…

Stawiam zatem pytania:

  1. Czy ktokolwiek kiedyś zrobił coś dobrego i fajnego tylko i wyłącznie w oparciu o poczucie winy?
  2. A nawet jeśli tak, to jaka atmosfera temu sprzyjała??

I od razu udzielam odpowiedzi:

  1. Pewnie tak… człowiek w końcu wszystko potrafi….:) tylko, czy nie można inaczej??
  2. Mówiąc kolokwialnie … zjebana…;) w końcu jak może być pozytywna skoro w jej najgłębszym fundamencie leży lęk, poczucie nieuzasadnionego obowiązku wywodzącego się z poczucia winy…???

 

Na sam koniec tego płytkiego, niemoralnego, niepoprawnego politycznie, nużącego wywodu wypadałoby oczywiście odpowiedzieć na jeszcze jedno, ostatnie i wydawać by się mogło zasadnicze pytanie…

JAK ZATEM WALCZYĆ I PRZECIWSTAWIAĆ SIĘ MORALNIAKOM ŻEBY JE ZLIKWIDOWAĆ????

A oto moja odpowiedź:

Z uwagi na to, że nie piszę poradnika z cyklu „Złote rady wujka Michała” tylko niegłębokiego bloga przesyconego delikatną i czasem chamską ironijkĄ…. Na to pytanie nie odpowiem. Dlaczego? Bo:

Po pierwsze: z głupotą jeszcze nikt nie wygrał (i nie wygra)...

Po drugie: nie  zamierzam stać się ekspertem od walki z moralniakami…

Po trzecie: nie chcę mi się…

Tak po prawdzie, to po tych trzech argumentach powinienem sobie strzelić porządnego  moralniaka w związku z moją niegodną, wręcz skandaliczną postawą życiowĄ….

Hehehehehehe;)))))

czwartek, 23 grudnia 2010, donmelange

Polecane wpisy

Komentarze
2010/12/26 10:35:33
Zapomniałeś napisać, że nie wiesz co oznacza sarkazm ironiczny człowieku:). Przypominam:
sarkazm = spotęgowana ironia, używana zazwyczaj jako sposób wyrażenia negatywnego nastawienia do czegoś lub kogoś; złośliwość, wyraz pogardy.
I jeszcze raz dziękuję, że powiedziałeś, że wobec mnie jesteś sarkastyczny. Racja nie zmienisz tego.
I nie mówiłem Ci tego z wyższością, że ja coś wiem a Ty nie, po prostu boli mnie że wykształcony człowiek nie zna znaczeń słów;D.